Rozdział 2: Między życiem a śmiercią
Ogień, woda
Nadchodzi pożoga
Zbliża się śmiertelna katorga.
Nagle znalazłem się na olbrzymiej otwartej przestrzeni. Mroźny wiatr przenikał przez moje ciało. Dookoła ziała pustka, nic tylko popękana skała. Nagle wszystko zaczęło ruszać się i rozrywać na części i unosić do góry, z ledwością utrzymałem się na jednym z kamieni. Zauważyłem, że powstało kilkadziesiąt platform, które krążyły w bezładzie wokół jednej, będącej w obecnej chwili stabilnej. Co chwila niektóre z kamieni zderzały się ze sobą. Obserwując to dziwne zjawisko spostrzegłem, że jeden z głazów pędzi ku mnie. Pomyślałem, że dobrze byłoby być teraz na tamtej platformie i nagle
przeniosłem się na nią!
- Co jest? - zdziwiłem się na głos
Nie usłyszałem odpowiedzi, jedynie jakiś szmer.
- Kto tu jest? - spytałem zdenerwowany.
Odpowiedziała mi tylko złowroga cisza. Obróciłem się i stanąłem oko w oko z człowiekiem, który napadł na laboratorium.
- Coś ty mi zrobił!? Gdzie jestem!? - krzyknąłem
Nie usłyszałem odpowiedzi lecz tylko śmiech wariata:
- Buhahahahaha!!
- Co cię tak śmieszy!? zapytałem lekko przerażony
Na to pytanie wyciągnął przed siebie rękę i wskazał na jeden z głazów. Poczułem, jak jakaś siła unosi mnie do góry i ciska w niego.
- Jesteś moją zabawką! - zawołał, nie przestając się śmiać - Mogę pozbawić cię życia kiedy tylko chcę!
- Czego ode mnie chcesz? zapytałem
- Wiesz czego chcę.
Napastnik stracił cierpliwość. Doszedł do wniosku, że nic się nie dowie.
- Wciąż milczysz? Albo jesteś tak odważny, albo bardzo głupi.
Szaleniec wykonał prawą ręką gest, jakby czymś rzucał. W tej samej chwili z nikąd pojawiły się miecze, które jeden po drugim wbijały się w moje ciało. Krew tryskała z każdego miejsca. Ból, który czułem, był okropny. Odchodziłem od zmysłów. Panicznie szukałem jakiegoś rozwiązania. Myśli rozsadzały moją głowę. Góra przemieszała się z dołem. Mimo to jeszcze żyłem. Nagle coś mnie przygniotło, usłyszałem trzask, łamały się moje kości, wtedy do moich uszu dobiegł krzyk. Napastnika coś wyraźnie przeraziło. Cofnął się kilka kroków i zaczął uciekać. Co było dalej sam już nie wiem
***
W tym samym czasie zespół najlepszych ludzi na świecie współpracował ze sobą wykorzystując nowatorskie sposoby komunikowania się. Największe sławy doradzały zespołowi w Złotym Mieście, co mają robić.. Walczyli o życie pewnego chłopca
Wszyscy byli zdumieni jego złym stanem i tym, że jeszcze żyje. Wstępne badania na szczęście nie wykazały śmiertelnych uszkodzeń. Obrażenia były jednak dość poważne, by nie leczone doprowadzić do śmierci pacjenta. Obecnie lekarze zajęli się dość niebezpiecznie wyglądającym krwotokiem w okolicy płuc. Istniała już teoria, co było jego winowajcą, ale nie było nikogo, kto mógłby opowiedzieć dokładnie o wydarzeniach w laboratorium. Wszyscy świadkowie mówili o wielkim huku, wywołanym przez zawalający się dach. Niestety nikt nie był w stanie powiedzieć, czy napastnik posiadał broń palną, czy też użył czegoś innego.
- Mam przyczynę krwawienia. powiedział lekarz
- Zacisk.
- Przygotować szwy.
- Wiertło numer 5.
- Jakie odczyty?
- Musimy to połączyć!
- Za wszelką cenę zatamować krwotok tętniczy!
Nagle coś skomplikowało sytuację i precyzyjna operacja zmieniła się w jedną wielką gonitwę:
- Serce bije coraz szybciej, wzrasta aktywność mózgu!
- Zwiększyć stężenie narkozy.
- To nie działa, mózg coraz aktywniejszy.
- Co się dzieje!?
- Wskaźniki wariują!
- Czemu rany pojawiają się z nikąd!?
- Musimy działać szybciej.
- Aktywność mózgu znowu słabnie!
- Akcja serca wstrzymana!- rozległ się przeraźliwy głos jednego z lekarzy
- Tracimy go!
- Reanimować!
- Podajcie defibrylator!
Światła nie widać
Dźwięku nie słychać
To koniec??
Rozdział 3: Prawda i tylko prawda
Lepiej nie wiedzieć
I cicho siedzieć
Niż cierpieć
Czułem, jak odzyskiwałem przytomność, ale nie mogłem się przebudzić do końca. Miewałem jedynie przebłyski, w których byłem atakowany różnymi bodźcami. Raz czułem gorąco, a po chwili zimno, ból, hałas, a następnie nic. Wciąż w myślach widziałem tamtego człowieka, który mi to zrobił. Wciąż atakowały mnie różne wizje. Jedna bardziej przerażająca od drugiej. Znalazłem się na olbrzymiej otwartej przestrzeni, a razem ze mną mój gnębiciel. Podszedł do mnie , wyciągnął miecz, taki jakim mnie wcześniej zaatakował i nic nie mówiąc wbił go w mój brzuch, śmiejąc się jak opętany. Zacząłem krzyczeć i wtedy otworzyłem oczy
W miejscu, gdzie się znajdowałem zebrał się spory tłum ludzi, ale jako pierwszych zauważyłem mamę, tatę oraz siostrę. Zorientowałem się, że siedzę. Byłem oszołomiony. Jedyne co zrobiłem, to popatrzyłem na rodziców. Ktoś krzyknął:
- Dajcie środek nasenny!
Nic nie zdążyłem powiedzieć, poczułem tylko delikatne ukłucie i natychmiast zapadłem w głęboki sen.
***
Kolejny raz wracała mi świadomość, tym razem na dobre. Otworzyłem oczy, i znów zobaczyłem mamę, tatę oraz siostrę. Próbowałem usiąść, ale okazało się, że jestem przywiązany do łóżka, więc porzuciłem ten zamiar.
- Witaj Alex wśród żywych. - powiedział Black
Nie odpowiedziałem, tylko popatrzyłem na niego ze zdziwieniem.
- Musisz podziękować lekarzom, ledwo cię uratowali. Co zdarzyło się tam w laboratorium u profesora Ronalda?
Wytężyłem pamięć, ale pamiętałem tylko miecz przeszywający moje ciało, nic więcej.
- Ja nie pamiętam. - odpowiedziałem
Nagle przed moimi oczami stanęło tamto wspomnienie, znalazłem się w nim jako obserwator i widziałem każde zdarzenie, ale nie byłem w stanie nic zrobić.
- Chciałbym, żebyś wykonał dla mnie pewne zadanie.
- Jakie?
- Ta tablica, którą przywiozłeś z podróży, jest napisana w nieznanym mi języku, więc nie mogę przetłumaczyć tekstu na niej. Wiem jednak, kto jest w tym ekspertem. Moja znajoma ze studiów jest archeologiem, chcę, żebyś dostarczył ten cenny kawałek kamienia na wyspę Esteland. Jeżeli dobrze pamiętam znajduje się tam lokalna liga pokemon
- Podoba mi się to. Wchodzę.
- Jeżeli chcesz możesz pojechać z Danielem. Tu są dwa bilety.
Patrzyłem, jak podchodzę do biurka i wybieram pokemony na wyprawę. Wtedy ów tajemniczy głos znów rozdarł mi czaszkę:
- UCIEKAJ NATYCHMIAST!!
Profesor widząc stan mnie ze wspomnienia spytał:
- Alex na pewno nic ci nie jest?
- Nie nic, tylko to przeziębienie mi dokucza .
- Musisz pójść powrotem do domu i się porządnie wygrzać, ale zaczekaj jeszcze chwilkę zadzwonię tylko do profesor
Nagle usłyszałem olbrzymi huk. Olbrzymie kawały betonowego stropu zaczęły spadać do środka przysypując profesora i Alexa z tej wizji. Potem zobaczyłem tylko ciemność. Po chwili znów byłem w sali szpitalnej.
- Alex nic ci nie jest? - zapytał zaniepokojony Black
- Nie nic. skłamałem - Przypomniałem sobie, co stało się w laboratorium. - dodałem
Opowiedziałem rodzicom całą historię, nie wspominając jedynie o tajemniczym głosie, który mnie ostrzegał. Ledwie skończyłem, gdy na salę wszedł lekarz.
- Widzę, że się pan obudził. - powiedział- I jak się pan czuje? - zapytał
- Byłoby dobrze, gdyby nie ból w klatce piersiowej. - odrzekłem zgodnie z prawdą
- Jeszcze trochę poboli, ponieważ miał pan złamane dwa żebra, które przebiły płuco, ale myślę, że już się prawie zrosły.
- Dlaczego?- spytałem
- Miesiąc to sporo czasu, a tyle był pan nieprzytomny.
- Aż miesiąc!?- zdziwiłem się
- Nie wiemy dlaczego. Obrażenia, których pan doznał nie powinny stanowić takiego zagrożenia i doprowadzić do takiego stanu. Dziwi również nas pański szybki powrót do zdrowia.
- Kiedy wyjdę?- zapytałem
- Jutro zrobimy badania i jeżeli wszystko będzie dobrze, to nawet jutro.
Lekarz coś zanotował na karcie, którą trzymał w ręku, a następnie skierował się do drzwi. W ostatniej chwili zadałem jeszcze jedno pytanie:
- Co z profesorem Ronaldem?
- O ile dobrze pamiętam wypisaliśmy go dwa tygodnie temu. Wyszedł z tego jedynie ze złamaną nogą i zwichniętym nadgarstkiem.
Odetchnąłem z ulgą. Doktor skierował się do wyjścia, gdy nagle odwrócił się w moim kierunku i powiedział:
- Byłbym zapomniał. Miał pan zostać odwiązany od łóżka zaraz po tym, gdy się pan obudzi.
Więzy były dla pańskiego bezpieczeństwa. - dodał naprędce
Akuratniej w tej chwili zorientowałem się, że lekarz wciąż mówi do mnie per pan. Dziwiło mnie, że zwraca się w ten sposób do mnie- nastolatka. Dlatego, gdy zaczął rozpinać krępujące mnie pasy rzekłem:
- Jeżeli pan może, to proszę mówić mi Alex.
- Jak pan
- tu przerwał, ale szybko się poprawił - Jak sobie życzysz.
Przed odejściem ostrzegł mnie przed wstawaniem z łóżka oraz wykonywaniem zbyt gwałtownych ruchów. Zagroził, że jeśli się nie zastosuję, to znów zostanę przywiązany. Potem szepnął mi do ucha jeszcze kilka słów:
- Oglądałem wszystkie twoje mecze w lidze, to zaszczyt leczyć aktualnego mistrza. - następnie rzekł głośniej - Kolejna wizyta jutro rano.
Lekarz opuścił salę i poszedł obejrzeć innych pacjentów. Spojrzałem na sufit. Zacząłem rozmyślać. W mojej głowie kłębiło się wiele pytań. Dlaczego ten świr zaatakował właśnie mnie? Kim jest? Co było nieświadomie chronionym przeze mnie przedmiotem, który on chciał? Czemu Moltres jest swoim dokładnym przeciwieństwem? Na żadne z nich nie miałem odpowiedzi.
***
Kolejny i jak miałem nadzieję, ostatni dzień mojego pobytu w szpitalu zaczął się od mierzenia temperatury, ciśnienia oraz podania śniadania. W międzyczasie na moją salę przywieziono drugiego chorego. Zaraz gdy skończyłem jeść, pojawił się lekarz, który wczoraj mnie odwiedził. Najpierw zbadał nowego pacjenta, a potem podszedł do mnie. Zapytał o stan zdrowia, zanotował coś na karcie oraz poinformował, że badaniom zostanę poddany około 12:00. Zaraz po wyjściu doktora pojawili się moi rodzicie oraz
Daniel.
Zauważyłem, że Danielowi podobnie jak mi przybyło kilka blizn na twarzy. Jego ubranie tj. Czerwona bluza i brązowe spodnie wyglądało jakby niedawno stoczył walkę z Zespołem R albo innym gangiem. Świadczyły o tym świeże zadrapania na rękach. Plecak również nie wyglądał za dobrze, ale wyglądał najlepiej ze wszystkich rzeczy, które miał na sobie.
- Cześć Alex. Jak leci? - spytał Daniel
- Sztywno. -odpowiedziałem
- Co dziś powiedział lekarz? - wtrącił się Black
- O 12:00 zostanę przebadany i wtedy może mnie wypuszczą. - odrzekłem
- To my nie będziemy wam przeszkadzać. - powiedziała moja mama - Jak coś będziesz potrzebował, to powiedz Danielowi. On nam przekaże.
Rodzice wyszli na korytarz, a ja spytałem:
- Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?
Słysząc moje pytanie trener pokemonów roześmiał się i powiedział:
- Bo widzisz
Wszystkie gazety o tobie pisały. Niektóre podały nawet numer twojej sali.
W tej samej chwili położył plecak na podłodze i wyciągnął z niego gruby plik gazet.
- Sam zobacz.- rzekł
Mówiąc te słowa podał mi je. Na każdej pierwszej stronie widniały podobne tytuły:
Mistrz w opałach
Ucieczka śmierci
Szaleniec zaatakował
Dzień Świra
Moją uwagę przykuły ostatnie dwa artykuły, które umieszczono odpowiednio w Dzienniku Powszechnym oraz w miesięczniku Świat wokół nas. Przeczytałem oba i natrafiłem w nich na ciekawy ślad:
Alan Irre*- okryty zła sławą , chory psychicznie seryjny morderca, który uciekł z zakładu dla obłąkanych w Potworkach, ujawnił się atakując znanego badacza pokemon oraz mistrza ostatnich rozgrywek Ligi Greek. Świadkowie mówią, że około 8:15 słyszeli ogromny huk oraz przeraźliwe zimno. Policja, która przybyła na miejsce wypadku osaczyła Alana Irre, który zabarykadował się w jednym z pomieszczeń laboratorium wraz z dwoma zakładnikami. Zagroził, że wysadzi się w powietrze jeżeli policjanci nie wycofają się. Wyznaczył ultimatum, ale tuż przed jego końcem wzbił się ponad miasto na grzbiecie czarnego ptaka podobnego do Moltresa
- Jedna rzecz mnie ciekawi. - przerwał mi Daniel - z tego co czytałem ty i profesor odnieśliście ciężkie obrażenia, to czemu po miesiącu jesteście już prawie wyleczeni?
- Sam się dziwię, że to możliwe. Podobnie jak lekarze.
- Czyli nic nie wiesz?
- Nic a nic.- potwierdziłem
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, gdy nagle Daniel o czymś sobie przypomniał. Otworzył plecak i zaczął szukać. Po chwili wyciągnął kartkę i
pokeball!
- To od profesora. Prosił, żebym ci to dał. - wyjaśnił
Natychmiast podał mi ten kawałek papieru. Odczytałem na głos zapisane niestarannym pismem słowa:
Witaj Alex!
Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Wybacz, że nie przyszedłem dzisiaj, ale lekarz zabronił mi chodzić.
Słyszałem, że dziś mają Cię wypuścić. Jeśli się to potwierdzi, wpadnij do mnie. Pokażę Ci na jakim etapie jestem w pracach nad przetłumaczeniem tablicy. Pracuję razem z profesor Krähe*, która niedawno przyjechała z wyspy Esteland.
W pokeballu jest Twój Salamance
Przypomniałem sobie o pokemonie. Poprosiłem Daniela o podanie kuli , a następnie wypuściłem z niej smoka, który natychmiast spróbował wskoczyć mi na łóżko. Spojrzałem na niego ostro i powiedziałem:
- Wątpię Salamence, że wolno tu trzymać pokemony na zewnątrz swoich pokeballii, więc zachowuj się, inaczej będę musiał cię zamknąć.
Stworek natychmiast się uspokoił. Spuścił łeb i usiadł obok łóżka.
- Nie martw się. Być może dziś już wyjdę.- pocieszyłem go
Wróciłem do czytania:
błagam Cię nie odsyłaj go powrotem do mnie. Tak się za Tobą stęsknił, że nie da się go upilnować. Co do innych pokemonów, to one również bardzo za Tobą tęsknią. Wszystkie są całe i zdrowe.
Wracaj szybko do zdrowia.
Profesor Ronald
Kolejny raz zacząłem rozmyślać. Po przeczytaniu listu od profesora i artykułów z gazet chciałem podsumować co wiem. Zacząłem wyliczać na głos:
- Szaleniec, który mnie zaatakował to Alan Irre, jest nieprzewidywalny, szuka czegoś co jest moje albo Ronalda
- Myślę, ze wiem co on szuka. - wtrącił się do mojego monologu Daniel
- Skąd możesz to wiedzieć? - zapytałem
- Profesor ma w swoim laboratorium jedną bardzo cenną rzecz. Jest to tablica, którą mu przywieźliśmy
- Albo są to pokemony. - wtrąciłem
Naszą rozmowę przerwał odgłos tłuczonego szkła w sali obok. Poczułem chłód, a potem szmer. Nagle przez okno wparował czarny Moltres! Kawałki szkła rozprysły się na wszystkie strony, raniąc każdego w tym pomieszczeniu. Ptak rozejrzał się po wnętrzu i spojrzał na mnie, a ja na niego. Wiedziałem po co przyleciał. Przyleciał po mnie.
Cień spowija
Sprawdzianu chwila
Być może mistrza
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Irre- niem.- szaleniec
*Krähe- niem.- wrona













Comments