Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

 

Cien Czarnego Moltresa CZ1 by ~Blaze213:iconBlaze213:



CIEŃ SKRZYDŁA CZARNEGO MOLTRESA

Prolog

Przed nami jest zadanie ważne
Sprawa rysuje się poważnie
Trwać trzeba zawsze.


Jakaś zakapturzona, średniej postury, ubrana w długi czarny płaszcz postać przemykała między drzewami. W ich konarach wył przeraźliwy wiatr. Noc spowiła całą okolicę tak mocno, że nic nie można było zobaczyć oprócz jednej iskierki w oddali. Tam właśnie zmierzał ten człowiek. Pomiędzy szatami błysnął przedmiot przypominający pokeball oraz jakaś dziwna machina.
-Nareszcie!- powiedziała postać sama do siebie - Cel, którego szukałem tyle lat jest w zasięgu mojej ręki. Jeszcze tylko kilka kroków.
Ów płomień, co rozwiewał ciemności stawał się coraz wyraźniejszy. Wreszcie człowiek wszedł na polanie i stanął przed jego źródłem.
- Moltresie!!!
W tym czasie piorun uderzył w pobliskie drzewo.
- Moltresie!!! Tym razem nie unikniesz przeznaczenia!
Błyskawica rozświetliła twarz tegoż człowieka. Była ona pokryta gęsta siatką blizn, a w oczach dało się zauważyć błysk szaleństwa, natomiast jego długie, białe włosy, które oprócz kaptura przykryte były kapeluszem, sięgały aż do szyi.  
- Czymże jest moje przeznaczenie człowieczku! - rzekł legendarny ptak
- Służyć mi…
- Nie będę służył u człowieka! Dość się u was wycierpiałem! - krzyknął
- Będziesz mi posłuszny!
Mówiąc to człowiek wyjął z kieszeni fioletowo-biały pokeball, dziwne urządzenie i włożył do niego kulę.
- Twoja żałosna technika nic mi nie zrobi.- powiedział pokemon
- Założysz się?
Po czym wystrzelił piłkę. Ta została wcześniej naładowana jakąś dziwną mocą i zmieniła kolor na czarny.
- Scuroball* idź!
- Nazywaj sobie pokeballe jak chcesz, ale i tak… argh!!
Piłka uderzyła w Moltresa i otoczyła go polem elektromagnetycznym. Ono uniemożliwiało mu ucieczkę.
- Poddaj się! Twoja siła to na nic się nie zda. Z tej pułapki nie ma ucieczki. - mówił człowiek
Nieopodal, w drzewo uderzył piorun dzieląc je na dwie części, a następnie kolejny w niewielkiej odległości od rozmawiających. Olbrzymia energia poraziła pokemona ptaka, zaś człowiek stał niewzruszony.
- Argh! Powinieneś już nie żyć!
Na te słowa oprawca uniósł nieco szatę. Przewidział, co się stanie, dlatego miał na sobie gumowe buty. Prąd elektryczny nic nie mógł mu zrobić. Nagle olbrzymia eksplozja rozjaśniła okolicę.  Stało się jasno, jak w dzień, lecz po chwili światło znikło ustępując miejsca mrokowi. Ciało Moltresa poddało się oraz przestało dawać blask i stało się źródłem ciemności. Jego pióra, głowa, skrzydła zmieniły kolor na czarny. Nim pokeball schwytał go ptak błysnął swoim czerwonym okiem, a następnie zniknął w kuli.
- Buhahahahahaha!!!! Wygrałem zakład Moltresie!
Zakapturzona postać podeszła do piłki i śmiejąc się wyciągnęła pomięty skrawek gazety z przed kilku tygodni. Tekst, który przeczytała, brzmiał w następujący sposób:
Dwóch mistrzów, jeden puchar!
Mamy nowego mistrza pokemon, a tak naprawdę dwóch mistrzów. Zostali nimi dwaj młodzi trenerzy Alex ze Złotego Miasta i Daniel z Kamiennego Miasta. W swojej ostatniej, finałowej walce prezentowali bardzo wysoką formę. Obaj udowodnili, że ich metody szkoleniowe są odpowiednie, wykazał to również test z wiedzy teoretycznej, który naprędce wymyślili sędziowie. Obaj trenerzy napisali go tak samo dobrze! Wypadki te wprowadziły w zakłopotanie Komitet Mistrzostw…

Pod tym tekstem zamieszczono zdjęcia dwóch mistrzów. Człowiek spojrzał na nie i oderwał połówkę, przedstawiającą Alexa. Następnie rzekł sam do siebie:
- Alex masz coś mojego. Przyjdę wtedy, kiedy się nie będziesz tego spodziewał i zniszczę cię!  Puk, puk! Buhahahaha!
Śmiejąc się, postać znikła w ciemnościach. Dążyła do celu, który niczego się nie spodziewał…

Bitwę czas zacząć, wybrać strony trzeba
Gdy zajdzie taka potrzeba
Powiadają to starodawne drzewa

----------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Scuroball-, wł.  scuro- ciemny, ang. ball- piłka, kula; w wypadku opowiadania ciemna kula

Rozdział 1: Czas zaczynać po raz drugi

Atak. Obrona
Historia zatacza koła
Jakie jest przeznaczenie sokoła?


Gdy skończyły się zawody Ligi Green okrzyknięty przez wielu kibiców Alexem Smokiem udałem się z powrotem do rodzinnego Złotego Miasta. Zamierzałem poczekać do moich dwunastych urodzin i zaraz po nich wyruszyć w kolejną wyprawę lecz na dzień przed wyruszeniem rozmyśliłem się. Postanowiłem zostać w domu. Przyszło mi na myśl, że lepszym rozwiązaniem będzie zamiast pakowania się w nowe kłopoty będzie pobieranie nauk u mojego ojca Blacka i trening pokemonów:
-Salamence
-Golem
-Grovyle
-Scizor zwany Blade
-Charizard
-Blastoise
-Duclops
-Larion
-Raichu.
***
Zadzwonił budzik. Zerknąłem na godzinę i uderzyłem ręką w przycisk wyłącz. Rozbudzony hałasem zacząłem się ubierać. Odszukałem spodnie, podkoszulek i całą resztę ubrań porozrzucanych po pokoju. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Przez ten dość krótki czas urosłem nieco i żeby zobaczyć się w nim całego musiałem się trochę pochylić.  Włosy jak zwykle miałem w nieładzie, nie uznawałem grzebienia, kilka blizn nad okiem „zdobiło” moją twarz. Jak je zdobyłem, opowiem, ale kiedy indziej. Następnie spojrzałem na mój puchar zdobyty z niemałym trudem w lidze. Wciąż nie mogłem nacieszyć nim oczu. W międzyczasie założyłem niebieskie dżinsy, zieloną podkoszulkę i zacząłem szukać bluzy, lecz jej nie odnalazłem, ponieważ nagle z pokoju obok dobiegł kobiecy krzyk:
- Aaaaaaaa!! ALEX ZAPŁACISZ MI ZA TO!!
Zacząłem się domyślać, o co chodzi. Oto, jak co rano mój Duclops dla zabawy przenikał do pokoju siostry i budził ją, trenując na niej wszystkie swoje znane ataki. Mika jak zwykle nie pozostawała mi dłużna i robiła dla mnie prywatne piekło wyrzucając, że nie panuję nad nim.
- ALEX!! KAŻ SWOJEMU POKEMONOWI PRZESTAĆ!! ALEX!!
- Dobrze Duclops wystarczy tej zabawy, zostaw ją w spokoju!- zawołałem.
Mimo, że miałem z powodu tych zdarzających się co rano zdarzeń nieprzyjemności, to nigdy nie zabroniłem mojemu pupilowi torturowania siostry. Można powiedzieć, że dawało mi to pewną satysfakcję.
Postanowiłem zejść na dół i zjeść śniadanie. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał 7:30. Popatrzyłem znów na lustro. Zdecydowałem się przygładzić włosy. Wychodząc z pokoju popatrzyłem na śpiącego smoka- Salamence’a. Nie spał już, dlatego zabrałem pokeball z biurka i powiedziałem:
- Wiem, że tego ostatnio nie lubisz, ale wejdź.
Pokemon będąc zawsze lojalny wobec mnie zniknął w kuli.  Wreszcie wyszedłem z pokoju i skierowałem się na dół do kuchni, żeby zjeść śniadanie. Znalazłem coś w lodówce i zrobiłem sobie kanapki, nagle z podłogi wyłonił się mój pokemon duch.
- Ach to ty.- powiedziałem lekko przestraszony
Skończyłem jeść, kiedy zegar w kuchni wskazywał 7:50. Postanowiłem wyjść i odwiedzić resztę mojej drużyny, będącej obecnie u profesora Ronalda. Swoje laboratorium otwierał o 8:00, więc byłbym punktualnie. Otworzyłem drzwi, wyszedłem, a kiedy je zamknąłem i przekręciłem klucz od strony lasu zaczął wiać zimny wiatr. Usłyszałem tajemniczy głos:
- Nie idź! Zachowaj życie! Zginiesz!
Nic z tego nie rozumiałem, kto mógłby chcieć mojej śmierci?
- A może… - pomyślałem na głos
Dobrze pamiętałem wydarzenia związane z Zespołem R i innymi gangami. Zawsze jednak udawało mi się ujść z życiem, lecz często śmierć była o włos.
- Sporo im planów napsułem… - stwierdziłem
Przeszył mnie dreszcz. Może tam w lesie ktoś z nich planuje na mnie śmiertelną pułapkę? Ostrzeżeń nie należy lekceważyć, ale… Dobrze pamiętałem jeden z moich snów, jak w bezmyślny sposób, wierząc we wszystko, co mi podsuwa mózg wpakowałem się wraz z przyjaciółmi w niebezpieczną pułapkę, ale na szczęście uszliśmy z życiem.  Zorientowałem się nagle, że jestem przed wejściem do laboratorium profesora. Miałem zadzwonić, gdy zrobiło się jeszcze zimniej. Ponownie głos powiedział:
- Nie idź! Ratuj się!
Poczułem, że cały drżę od chłodu. Nie posłuchałem jednak tego głosu i zadzwoniłem. Profesor otworzył minutę później. Nic nie zmienił się od dłuższego czasu. Ten sam głupkowaty wygląd, długie ręce, szyja i szpiczasty nos, a na nim okulary. Ciągle chodził w standardowym ubraniu naukowców, tj. białym fartuchu laboratoryjnym.
- Witaj Alex. – powiedział
- Dzień dobry panu.
- Myślę, że przyszedłeś zobaczyć resztę swojej drużyny.`
- Jasne.
- To wchodź i się rozgość.
Zaraz przyniosę pokeballe. - rzekł i zniknął w magazynie.
Usiadłem przed komputerem profesora. Na monitorze widać było jakieś nudne informacje na temat ostatnich odkryć, teorii, sił różnych ataków. Cały czas w swojej głowie słyszałem słowa:
- Uciekaj! Odejdź!
- Argh!!- krzyknąłem
W magazynie rozległ się dźwięk upadających przedmiotów oraz tłuczonego szkła. Ronald natychmiast przybiegł, żeby zobaczyć, co się stało.
- Nic ci nie jest Alex?
- Nie nic, trochę boli mnie głowa. Chyba przeziębiłem się wczoraj.- skłamałem
- Ale…
- Jak tam moje pokemony?- szybko zmieniłem temat
Czułem, że zorientował się w tym kłamstwie, gdyż wczoraj cały dzień było 30 stopni w cieniu.
- Mają się dobrze.- rzekł i podał mi pokeballe
Natychmiast wypuściłem moich podopiecznych i popatrzyłem na nich. Zauważyłem, że nie wyglądają na zbyt silnych. Sam trening z dzikimi pokemonami wyraźnie im szkodził. W tym czasie profesor usiadł do komputera i otworzył jeden z plików.
- Alex?
- Tak?- spytałem
- Myślę, że brak zajęcia nie służy dobrze twoim stworkom.
- Do czego pan dąży?
- Chciałbym, żebyś wykonał dla mnie pewne zadanie.
- Jakie?
- Ta tablica, którą przywiozłeś z podróży, jest napisana w nieznanym mi języku, więc nie mogę przetłumaczyć tekstu na niej. Wiem jednak, kto jest w tym ekspertem. Moja znajoma ze studiów jest archeologiem, chcę, żebyś dostarczył ten cenny kawałek kamienia na wyspę Esteland*.- powiedział - Jeżeli dobrze pamiętam znajduje się tam lokalna liga pokemon. - dodał szybko.
- Podoba mi się to. – stwierdziłem - Wchodzę.
- Jeżeli chcesz możesz pojechać z Danielem. Tu są dwa bilety .- wskazał na biurko
Podziękowałem mu i wybrałem skład do tej podróży: Blaziken, Blade, Salamence, Duclops, Charizard i Larion. Tajemniczy głos wciąż nie dawał mi spokoju.
- UCIEKAJ NATYCHMIAST!!
Poczułem, jak te słowa rozsadzają mi czaszkę.
- Alex na pewno nic ci nie jest? - spytał profesor
- Nie nic, tylko to przeziębienie mi dokucza .- skłamałem ponownie
- Musisz pójść powrotem do domu i się porządnie wygrzać, ale zaczekaj jeszcze chwilkę zadzwonię tylko do profesor…
Nagle usłyszałem olbrzymi huk. Olbrzymie kawały betonowego stropu zaczęły spadać do środka przysypując nas. Ból, którego doznałem był tak silny, że straciłem przytomność.

***

Chwilę później usłyszałem, jak ktoś odgarnia gruzy. Otworzyłem oczy i ujrzałem mężczyznę w czarnym płaszczu, który czegoś przy mnie szukał. Zauważył, że żyję, więc zapytał:
- GDZIE TO JEST??!!
- Czym jest TO? - odparłem
Człowiek słysząc tę odpowiedź podniósł rękę i dwukrotnie uderzył mnie po twarzy.
- GADAJ GDZIE TO JEST!!
- NIE WIEM O CZYM MÓWISZ! - odkrzyknąłem
Kolejny, trzeci raz z kolei uderzył mnie w twarz.
- Widzę, że nie chcesz nic powiedzieć. Może to odświeży ci pamięć. MOLTRESIE!!
Czarny ptak wleciał przez dziurę w dachu. Zdziwiłem się ogromnie, gdyż kiedyś widziałem już kiedyś Moltresa i pamiętałem jego majestatyczną, czerwono-żółtą sylwetkę, który zamiast pór miał języki ognia oraz dawał ciepło każdemu w otoczeniu. Ten ptak był jego przeciwieństwem. Cały czarny, o straszliwym spojrzeniu, wysysający całe ciepło z otoczenia sprawił, że już po chwili w całym laboratorium zaczęły tworzyć się ogromne sople.
- Mów albo zginiesz! - zawołał człowiek
- Nie wiem o co chodzi!- odpowiedziałem!
- Więc giń!
Poczułem chłód. Pokemon zbliżył się do mnie i ogarnął mnie swoimi płomieniami, które nie parzyły, ale mroziły. Krew zaczęła stygnąć w moich żyłach, potworny ból odczuwałem każdą komórką ciała. Umierałem… Stojącemu obok najwyraźniej sprawiało to przyjemność. Śmiał się, kpił ze mnie:
- Sprawię ci taki ból, że będziesz mnie błagał, żebym z tobą skończył. Gadaj, to szybko umrzesz!
- Nic nie wiem!
Wiedziałem, że rozwścieczyłem tego człowieka do reszty. Byłem pewien, że nie zostawi mnie przy życiu. Ostatnie co usłyszałem, to „Moltresie kończ to” Potem…


Koniec? Początek.
Historii nowy wątek
Najmroczniejszy duszy zakątek.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Esteland – hiszp. este- wschód niem. land- ziemia ; Ziemia wschodu
©2007-2009 ~Blaze213
:iconblaze213:

Author's Comments

Mój fanfick. Zapraszam do czytania. Wrzucam po dwa rozdziały.

Comments


love 0 0 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
No comments have been added yet.

Details

June 12, 2007
17.6 KB

Statistics

0
0
56 (0 today)
0 (0 today)

Site Map